Kuchnia azjatycka i utopiony telefon - MÓJ DZIEŃ #5

Witam!
W dzisiejszym poście opowiem Wam o moich..dwóch dniach..ciekawych..fajnych, ale zarazem okropnych. Znaczy..tylko jeden był okropny. Zdarzenia te miały miejsce w sobotę (09.04.16r) oraz w sobotę (10.04.16r). No to zaczynamy...

Sobota była dniem całkiem deszczowym, ale też dla mnie bardzo przyjemnym. Wyruszyłam sobie z moją przyjaciółką w miasto. Mimo zimnego deszczu, nasz humor był ciepły. Najpierw poszłyśmy do pizzeri, gdzie jakaś grupka dziwnych, zapatrzonych w telefony miała Geburtstagparty. Ech, za dużo niemieckiego jak na dziś. Po prostu przyjęcie urodzinowe. Happy Birthday i tak dalej..wiecie jak to jest. Musiałyśmy troszeczkę wydzierać swoją jamę siekaczkę, żeby w ogóle się porozumieć między sobą. Siedziałyśmy tam z jakąś godzinę, a następnie poszłyśmy do..do sama szczerze nie wiem czego, ale przyjaciółka mnie tam zaciągnęła. To kuchnia azjatycka była, tyle wiem. Szczerze, to bałam się zamówić czegokolwiek, bo wiedziałam, że jeżeli chodzi o te azjatyckie dania to one są...no azjatyckie. Słowo azjatyckie mnie już ciut przeraża. Przesadzone inaczej..ja przynajmniej tak to odbieram. Wzięłam sobie herbatkę z kwiatu lotosu oraz zupę z makaronem sojowym i kurczakiem. Byłoby wszystko idealnie gdyby nie dołożyli jakichś grzybów i..tego makaronu sojowego. Ja wiem, że to pewnie dziwne i głupie z mojej strony i wcale mi nie chodzi o to, że to było złe..ja tego po prostu jeść nie umiałam xD Te kluski ciągle spadały z tej łyżki, a grzyby..ledwo się utrzymywały..to trzeba było jeść patyczkami, a ja nie umiem jeść patyczkami, a jak próbowałam się nauczyć to się tylko niepotrzebnie denerwowałam. Ale już się nauczyłam. Pokombinowałam i wygrałam z tymi drewniakami, chociaż nie powiem..ręka mnie boli. Myślę, że mimo wszystko jeszcze tam sobie wpadnę.

Dobra teraz tragiczna niedziela..Rano poszłam do kościoła, bla bla bla...cała tragedia stała się już po tym. Nie wiem co tu dużo tłumaczyć..po prostu mój biedny telefonik wpadł do wody. Gdy chlusnął do tego ,,oceanu'' z moich ust wydobył się dźwięk syreny, a sama nagle zostałam pochłonięta paniką. Nie upłynęła sekundka jak go szybko wyjęłam i zaczęłam wycierać wszystkim co było pod ręką. Dopiero po trzech minutach ogarnęłam, że pasowałoby wyjąć z niego baterie..dopiero po piętnastu minutach ogarnęłam, że pasowałoby wyjąć kartę SIM i kartę pamięci. Już wtedy moja mama była w kontakcie telefonicznym z moim bratem i tak..ja już byłam przygotowana na najgorsze..sześć stów nie moje. Woda za szybko dostała się do najgłębszych szczelin, ja za późno ogarnęłam co wyjąć i co zrobić z tym telefonem..po prostu gdyby tak się zastanowić to pewne rzeczy, które powinnam zrobić od razu, zrobiłam je..pewną chwilę później. Wczoraj już próbowałam go uruchomić i faktycznie coś się pokazało, ale to coś..to niczym nic. To można nazwać potwierdzeniem, że telefon ,,dednął''. Teraz leży w strzępach, a ja staram się o tym nie myśleć co się stało. Pewnie wygląda teraz na to, że ja jestem jakąś materialistką..otóż właściwie nie. Nie bardziej mi szkoda telefonu, niż pieniędzy, które na niego przeznaczyłam. Uzbierałam sobie po dłuższym czasie, a teraz..jakby moje starania i czas zbierania oszczędności poszedł na marne. Szkoda mi..strasznie mi szkoda. Ja się staram być bardzo oszczędna i denerwuje mnie fakt o tym co się stało, zwłaszcza, że ja milionerką nie jestem i w przeciwieństwie do innych trudno jest mi machnąć tysiakiem tak nagle. Ale nie będę się akurat na ten temat wypowiadać. W prawdzie to cokolwiek by to nie było to ważne, że mi ani nikomu innemu nic nie jest, że to tylko wypadek jaki mógł się zdarzyć każdemu. Ale po co ten wypadek, przecież mogłoby go nie być. Ale jest i trudno. Jestem realistką i też optymistką i właściwie wiem, że inne osoby pewnie by marzyły o takim błahym problemie jaki ja mam. Po prostu mimo wszystko cieszę się z tego co mam i  Wy też się lepiej cieszcie z tego co macie, ponieważ uważam, że przez życie powinno się przejść mimo wszystko z uśmiechem, a nie gnębić się swoimi własnymi problemami, narzekać na wszystko dookoła. Czasem jest źle, ale mogło być gorzej, więc cieszmy się, że to ,,gorzej'' nas ominęło :)

Alexxandra ♥

Komentarze

  1. Fajnie opisujesz! Co do tego telefonu, to raz tak miałam i włożyłam go do ryżu na parę dni. Udało się, spróbuj. Nie jestem pewna na 100% ale może się uda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za późno :P
      1. Wpadł tam gdzie było odrobinę detergentów xd
      2. Już zaszła w nim mała korozyjka.
      3. Made in China XD

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Best Friends - TAG #1